Minha cozinha*

Kiedy nie masz milinów monet na koncie, ani nawet setek tysięcy, urządzasz przestrzeń wokół siebie kierując się jedynie ergonomią. Na drugi plan schodzi wygląd, niestety 🙁 Tak było i w moim przypadku. Mieszkanie znalezione w parę dni i kupione na kredyt. Wszystko nówka, tylko pomalować i mieszkać. Wszystko oprócz kuchni. Firmę zamówiliśmy, co robi meble na wymiar. Kuchnia powstała w 2 tygodnie w modnym wówczas kolorze calvados. Nowoczesna z płyty meblowej 😀 Po kilku latach naszło mnie natchnienie na przemalowanie jej na biało. I świetnie się w niej czułam do momentu, aż nie poznałam cudownych ludzi z branży meblowo-wnętrzarskiej. Dali mi dużo do myślenia swoimi projektami i zmotywowali do działania. Po 11 latach w bordowej kuchni z lacobelem w dmuchawce w przestrzeni międzymeblowej wszystko miało się zmienić...

Pierwsza pomoc nadeszła od Joli z pracowni Jolly Thomas Home.  I powiem szczerze, że bez niej nic by się nie wydarzyło.

Zacznijmy zatem historię z morałem.

Tak wyglądała moja kuchnia przed remontem

 

W tym miejscy cieszę się, że nie widzę Waszych min 😉  Czas najwyższy pożegnać się z tym cudem designu.

Muszę przyznać, że miałam ogromnego pietra, zaczynając tą rewolucję. Najbardziej wspierał mnie mój pies - jego modlitwy o sukces projektu zostały wysłuchane 🙂

Pomysł się urodził i nadeszła pora na wybór mediów. Jak wiecie w marketach można dostać kolorowego zawrotu głowy. Dzięki niezwykłej wiedzy PANI z działu farb padło na V33.  Farby dedykowane do kuchni i do płytek. IDEALNIE! Nie należą do tanich, ale uwierzcie, zaskoczyły mnie swoją wydajnością. No i rewelacyjnie kryją. Kolor jasny oczywiście gorzej ciemne powierzchnie, ale i tak jestem w nich zakochana.

Kolejnym etapem było obicie frontów listwami, żeby stworzyć ramki. To pierwszy krok do kuchni w stylu angielskim 😉 Listwy pochodziły również z marketu, chociaż znalezienie prostych i bez uszkodzeń graniczyło z cudem. Dobrze, że pies czuwał cały czas i misja pod kryptonimem ZAKUPY zakończyła się sukcesem.

Pamiętajcie - najważniejsze jest zawsze przygotowanie powierzchni przed malowaniem. Odtłuściłam meble i szkło. usunęłam stary klej spod listwy. Idealny jest do tego celu nożyk do usuwania zabrudzeń z gładkich powierzchni.

 

W ruch poszedł klej i gwoździe. Potem wałek i farby.

 

No, a teraz smaczek. Zachciało mi się pięknych portugalskich wzorów na szkle... Co, ja nie zrobię?! Zamówiłam niesamowity szablon do wielokolorowych wzorów w Hag-Art. Gdybym wtedy wiedziała , ile to mnie będzie kosztowało pracy i nerwów, zmieniłabym taktykę 🙂 Każdy szablon zawierał 1 płytkę. Szablon musiał być obrócony  4 razy, aby powstała cała kolorowa śliczna portugalska płytka. Bawiłam się z tymi dwoma ściankami kilka dni. Ale wiecie, co? Było warto. Zresztą oceńcie sami:

I tak jednym szablonem objechałam całą kuchnię 😉

Kiedy już część kuchenna była gotowa, zmieniłam kolor ścian i usunęłam  z nich stare wzory. Zrobiłam sobie drewnianą nakładkę na parapet - to było moje marzenie - szerokie drewniane parapety <3 oraz zmontowałam stół z odlewanymi żeliwnymi nogami. Pufki dostały nowe wdzianko.

 

Morał! Obiecałam morał!

Mimo, że jeszcze wiele rzeczy można w mojej kuchni zmienić, to taka metamorfoza pokazuje, że samemu można upiększyć przestrzeń wokół siebie. Nie trzeba wydawać tysięcy złotych, wystarczą dobre chęci i odrobina oszczędności. A satysfakcja z każdego, nawet najmniejszego projektu napędza do działania. Pamiętajcie też, żeby wybierać odpowiednie preparaty, wtedy praca jest przyjemniejsza i zajmuje mniej czasu(nie mówię tutaj o moim pomyśle z naprawdę genialnym szablonem 🙂 ).

Jeśli podoba Wam się moja praca, napiszcie mi o tym

P.S. Uchwyty z mojego ulubionego DOMEXu

* moja kuchnia[port.]

3 Responses

  1. Kuchnia wyszła super!!!...ale płytki wymiatają!!! Mrówcza praca i anielska cierpliwość !!!! GRATULACJE !!!!!
  2. Ela
    Przepięknie wyszło,efekt końcowy bardzo inspirujący :)
  3. Za każdym razem z ogromnym podziwem oglądam tą Twoją kuchnię :-)

Leave a comment