Nadzór zza światów

Chyba żadne słowa nie wyrażą mojego wzruszenia na wiadomość, że u kuzynki na strychu odnalazła się skrzynia robiona przez mojego dziadziusia - cieślę(zmarł, kiedy byłam jeszcze dzieckiem), który jest współwinny całej tej drewnianej przygody.
Odrobaczając ów skarb, uśmiech nie znikał z mojej twarzy i mimo że często mi się to zdarza podczas pracy, ten wyraz mojej twarzy oznaczał zupełnie coś innego. Próbowałam sobie wyobrazić jak po kolei powstawał każdy element skrzyni. Pamiętam stolarnię dziadka bardzo dobrze. To było dla mnie zaczarowane, magiczne miejsce.
I teraz ta myśl: Ciekawe, czy twórca nie będzie się w grobie przewracał, po mojej metamorfozie?
Wyobrażacie sobie tę odpowiedzialność na mnie ciążącą?
Cóż, na szczęście pomysł już mam. Kuzynce nic nie zdradziłam. Mogła jedynie wybrać kolorystykę 😉 Nie będę jej również pokrywać kolorową farbą w środku - jest tam surowe drewno, bo zakryłabym pisane własnoręcznie opisy niezbędne w ówczesnej sztuce tworzenia mebli. Każdy element miał swój numerek. Widać odręczne cyferki kaligrafowane ołówkiem. Tego nie chcę ukryć.
Dzisiaj dowiedziałam też się jak nazywa się malutka skrytka wewnątrz skrzyni. To półskrzynek [pouskszynek], wymawiając po tutejszemu). Trzymano tam różności o mniejszym gabarycie. U mojej babci były to np.: książeczki do nabożeństwa, chusteczki, zapałki...
Podczas tej przygody liczę, że chociaż raz poczuję nadzór zza światów, który pokieruje moją ręką lub umysłem, żeby na koleje pokolenia skrzynia dawała świadectwo dawnej sztuki stolarskiej miłości płynącej do osoby, dla której powstała.
Dziękuję Dziadzia <3

No Comments Yet.

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *