Współpraca, Rodacy!

Mijają powoli czasy, w których ludzie sobie pomagali. Ktoś powie: Sorry, taki mamy klimat! Każdy jest samowystarczalny, bo sam sobie wszystko znajdzie na Al...gro lub w Chinach. Nie chce nam się pomóc sąsiadce, bo po pierwsze nie mamy na nic czasu, a po drugie może przecież fachowca zamówić. Swoją drogą, jak to jest, że mamy tyle udogodnień, a doba nam się niemiłosiernie skurczyła. Ale nie uciekajmy zbytnio od tematu głównego - otóż, koleżanka po fachu zmieniła troszkę profil i od czasu do czasu podsyła mi swoich klientów.

I tak oto trafiła do mnie p.Marysia(moja kochana babcia miała tak na imię, no i córka też Mania, więc od razu zapałałam ogromną sympatią do nowej klientki). Do zrobienia była cała kuchnia. Lubię takie wyzwania i bez wahania podjęłam się tej odnowy.
Meble choć drewniane i ulubione, ale wiadomo... prawdziwa kobieta dłużej jak 5 lat nie wytrzyma w tej samej kolorystyce!

Ponieważ mebli w całości przewieźć się nie dało, codziennie rano zatem przemierzałam Zagłębie do nowego miejsca pracy.

I tak, potrzebny był pomysł. Kolor? Biały.! OK...…. Dziękuję Ci jednak Marysiu, że pozwoliłaś mi zaszaleć z blatem i pozostał drewniany 🙂

Po zdjęciu drzwiczek - one powędrowały ze mną do domu - można było zacząć już malowanie(pamiętamy oczywiście o zmatowieniu i odtłuszczeniu mebli).

Mimo wyboru jednej z lepszych farb akrylowych na rynku, nie udało się pokryć idealnie powierzchni po dwukrotnym malowaniu wałkiem. Zresztą nie znalazłam jeszcze takiej farby, która ciemny kolor pokryje w taki sposób(nie dotyczy surowego drewna). Cały czas na taką czekam 😉

Malowanie szło sprawnie, ale jakież było moje zdziwienie, kiedy moim oczom ukazała się zawartość szafek i szuflad! No przecież jestem w swoim domu - pomyślałam. Z każdą chwilą przebywania u Marysi, odnosiłam wrażenie, że ktoś mnie właśnie przeniósł do równoległego świata i trafiłam na swojego w nim odpowiednika. Dobra, kisiele i przyprawy prawie wszyscy mamy takie same, ale leki, perfumy i poglądy?!

Marysia, mimo że młodsza ode mnie, była idealnym towarzyszem rozmów. Praca w takich warunkach, to raj. Na ziemię sprowadzało mnie tylko szlifowanie blatów. Udało się to dość sprawnie, bo owinęłam cały kredens folią i przez chwilkę czułam się jak drewnojad w kokonie ze sterczu 🙂 Najpierw zdjęłam stary lakier preparatem z HMF24. Potem szlifowanie,nowa bejca (kolor starałam się dobrać sama pod kupiony wcześniej blat kuchenny) i nowy lakier.

 

Macie już wyobrażenie, jak będzie wyglądać całość?

I tak 54 warstwy, kizianie w narożnikach - tego nie lubię najbardziej i finał - montowanie wszystkiego do kupy.

W międzyczasie postanowiłyśmy pomalować jeszcze stół z krzesłami, a Marysia pomalowała, jak prawdziwa profesjonalistka, okap i płytki w przestrzeni międzymeblowej.

Kiedy już opowiedziałyśmy sobie swoje historie, kiedy wszystkie elementy kuchni powędrowały na swoje miejsce, wtedy dopiero przeszłyśmy na TY, chociaż cały czas ciągnęło nas ku sobie ogromnie...

Chciałam bardzo podziękować Ani Meblarce, bo dzięki niej przeżyłam niesamowitą przygodę rodem z filmu THE ONE 😉 ,bo poznałam świetnych ludzi. Chciałam podziękować, bo odzyskuję wiarę w ludzi, bo Ania pokazuje, że można tworzyć świetne znajomości, pomagać sobie, nie licząc na ogromne korzyści materialne. Aniu, to dzięki Tobie, Marysia spełniła swoje marzenie o białej kuchni. <3

Nie bójmy się konkurencji. Wspólne działania więcej dają niż samotne. Ja to już wiem.

 

1 Response

  1. Wspaniała współpraca i pięknie odmieniona kuchnia. Wyczuwam tu ogromny przepływ dobrej energii :)

Pozostaw odpowiedź reaktywacja staroci Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *